Zdjęcia polskiego astrofotografa to... oryginalny kosmos! Zobacz, jak fotografuje się gwiazdy

Dom - Technologie - Zdjęcia polskiego astrofotografa to... oryginalny kosmos! Zobacz, jak fotografuje się gwiazdy

21.06.2019-633 widoki -Technologie

Astrofotografia. Jak robić zdjęcia gwiazd i jak fotografować przestrzeń kosmiczna?

"Na to zdjęcie czekałem 15 lat. Jego zrobienie trwało 8 godzin, a później jeszcze dwa dni obróbki cyfrowej. Nazwałem je: "Stworzenie kosmosu", bo przypomniało mi fresk Michała Anioła "Stworzenie Adama" - mówi w rozmowie z Business Insider Nasze państwo Adam Jesionkiewicz, przedsiębiorca, zaś z zamiłowania astrofotograf. Przy rozmowie z nami mówi o tym, jak według latach zdecydował się komercjalizować swoją pasję.

Łukasz Grass, redaktor naczelny Business Insider Polska: Zanim porozmawiamy ogólnie o twojej pasji, jaką jest astrografia, o biznesach, jakie tworzysz, zacznijmy od historii tego fotki. Co przedstawia?

Adam Jesionkiewicz, astrofotograf, założyciel astrography. com, CEO Ifinity: Nazwałem gryzie „The creation of the cosmos”, bo bardzo przypomina mi fresk Michała Anioła „Stworzenie Adama”. To fotka jest o tyle istotne, że przełomowe. Wyszedłem z tym zdjęciem do bardziej złożonej publiczności. Po 15 latach zabawy w astrofotografię zacząłem komercjalizować swoją pasję. Do tej pory nie wychodziłem z tym na zewnątrz, bo wydawało mi się, że to jest mało seksi, nic spektakularnego na rzecz szerokiego grona odbiorców. A na tym zdjęciu można zobaczyć obiekt określony kosmiczną sygnaturą NGC 6188. Jest wówczas mgławica emisyjna i refleksyjna. Znajduje się w konstelacji Ołtarza w odległości około 4000 lat świetlnych od czasu Ziemi. Została odkryta kolejny kwietnia 1836 roku przez Johna Herschela. Wydawało mnie się, że jeśli na to zdjęcie patrzy przeciętny człowiek, nieznający się na kosmosie, to nie zobaczy w niniejszym nic spektakularnego, jakiś kocioł kolorów i tyle. Jeżeli masz podstawową wiedzę na temat kosmosie, to działa zupełnie inaczej. Od razu wiesz kurtynę z tych białych kropek.

To gwiazdy?

Każda z tych drobnych kropek to takie 1 nasze Słońce.

Taka mała, prawie niewidoczna kropka, których są tu wiele, jest wielkości naszego Słońca?

Są nawet większe. Stosowane przez nas Słońce jest małą gwiazdą. Ale zmierzam do tegoż, że każda taka kropka jest potencjalnie układem planetarnym, a jeżeli jest w tym miejscu woda w stanie ciekłym, to wokół niej pewnie wiele się dzieje. A owe wszystkie kolorowe pyły stworzone są przez rodzące się gwiazdy. To jest ten tygiel, matecznik nowych gwiazd. Stąd też jest poniższa energia, gigantyczne promieniowanie, które powoduje, że pył, ów cała masa, którą można dojrzeć, zaczyna się grawitacyjnie koncentrować, następuje reakcja jądrowa.

Kiedy laik, taki jak ja, patrzy na to zdjęcie, rozróżnia od razu 3 podstawowe obszary, słusznie?

Identyfikujesz je pewnie po fasonach. Zdjęcie zostało wykonane po trzech liniach emisyjnych gazów. To nie jest taka zwykła fotografia, jaką czynisz swoim domowym aparatem, dokąd masz kolory RGB jak i również fotografujesz w świetle widzialnym.

Jaka to wydaje się być odległość od Ziemi?

Stosunkowo blisko - 4 wiele lat świetlnych. Nasza galaktyka ma jakieś sto tysięcy lat świetlnych po dłuższej „krawędzi”, więc to dzięki co patrzysz, to wydaje się nasza sąsiadka. A w ile się rozciąga? Nie jestem pewna. Pewnie setki lat świetlnych. Gdybyś chciał na tymże zdjęciu domalować nasz układ słoneczny, z pewnością pewien piksel byłby za dużym obszarem.

A odcienie?

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe "Stworzenie kosmosu"

Niebieski odzwierciedla zjonizowany tlen. Te bardziej pomarańczowe wówczas prawdopodobnie siarka, zielenie wówczas wodór. Ale kolory wówczas kwestia otwarta. Gdybym cię zapytał, jaki kolor ma zdjęcie rentgenowskie twojej złamanej nogi, to co stanowić odpowiedział? Czerwone? Czarne? Które jest bardziej prawdziwe? To jest względne. To wydaje się być tak wąskie pasmo, poza tym widzialnym, że kolor jest bardzo umowny. Jednak generalnie kosmos jest niesłychanie kolorowy. Ziemia jest po kosmosie - zobacz, jaka jest kolorowa. Ten cel można jednak fotografować również w paśmie widzialnym, RGB, tyle tylko, że wówczas będzie czerwony, będzie w mniejszym stopniu widać. Spektroskopia pozwala na większą ilość. Również na identyfikację, po którym miejscu tego zdjęcia są określone gazy.

W którym kierunku koniecznie trzeba spojrzeć w niebo, żeby zobaczyć ten obiekt.

Niestety w naszej części globu tego nie zobaczysz. To niebo południowe, więc musisz pojechać np. do RPA. Zaszyłem się na parę dni na odludziu, kilkaset kilometrów na północ od czasu Kapsztadu.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe RPA, miejsce wykonania fotek "The creation of the cosmos"

Afrykańska agroturystyka?

Tam nic nie ma. Prócz zwierzakami, które podchodzą do farmy, na której mieszkaliśmy. Coraz częściej w Afryce można spotkać tablice z napisem „Stargazing” (z ang. podziwianie gwiazd).

Obserwacja gwiazd przyciąga nowego konsumenta? Nie tylko tego, który zainteresowany jest safari?

Tak, staje się istotną elementem gospodarki, turystyki. Jeżeli można dojrzeć taką tablicę z napisem Stargazing, to znaczy, hdy właściciel farmy prawdopodobnie posiada małe obserwatorium z odsuwanym dachem, prostym teleskopem i oferuje usługi patrzenia w niebo. Ale niebo w tamtym miejscu jest faktycznie czyste i ciemne, że na dobrą sprawę odrzucić trzeba teleskopu.

Czy wiedziałeś, co będzie dzięki tym zdjęciu, zanim nacisnąłeś spust migawki? Ile w tym obrazie jest zamierzonego działania?

Wszystko. W astrografii nie ma działania z przypadku. Musisz się bardzo dobrze przygotować, zaplanować sesje, wybrać dobry okres, w którym ów obiekty górują. Im istnieją wyżej, tym mają lepsze parametry. Atmosfera jest odrobinę jak woda w basenie. Jeżeli chciałbym sfotografować cokolwiek, co leży na dnie tego basenu, to dywanom mniejszy kąt wybiorę, tymże więcej i wyraźniej zobaczę. Inaczej mówiąc, im wyżej nad tobą jest obiekt, tym uzyskujesz lepszą rozdzielczość, obraz jest mniej rozmyty. Gdybyś ten obiekt sfotografował kilka stopni nad horyzontem, nie widziałbyś gwiazd, jedynie mleko. Dodatkowo trzeba się wpasować w fazy księżyca. Nie możesz fotografować, gdy jest on na niebie. Dramatycznie zmniejsza się odwrotność. Musisz bardzo dokładnie zarządzić sesję.

Co to znaczy?

Takie zdjęcie tworzy się z około 30 subekspozycji po 10 minut każda. Kiedy robisz fotografia w ciągu dnia swoim aparatem, to czas funkcjonowania migawki wynosi pewnie w porządku. 1/100 sekundy. Masz dużo światła i to po zupełności wystarczy. Z kosmosu tego światła dociera dużo mniej, szczególnie w obiektach oddalonych o tysiące czasów świetlnych. Żeby zdjęcie wyszło, musi wpaść odpowiednia suma fotonów na matrycę a mianowicie specjalnie chłodzoną. To nie wydaje się być taka tradycyjna matryca jak w aparatach. Ponieważ dociera do ciebie mało tychże fotonów, musisz ustawiać niekończące ekspozycje. Ale w przeciągu 10 minut i faktycznie nie zarejestrujesz wystarczająco dużo. Jest też trudność obrotu Ziemi i aliansu względnego gwiazd. Zmienia się ich położenie. Musisz poprawiać sprzęt. Używasz do tego specjalnej głowicy paralaktycznej, która śledzi ruch gwiazd. Ale i tu objawia się problem, bo tuż przy dłuższych ogniskowych, każde drgnięcie powoduje rozmazanie. Przez wiele godzin trzeba utrzymywać sprzęt w perfekcyjnym położeniu. W przypadku tego obrazu ekspozycja trwała krótko mówiąc 6-7 godzin. Nie zapomnij, że to wszystko wydaje się być mocno skomputeryzowane, więc nie zaakceptować musisz przez tych siedmiu godzin siedzieć i, informując kolokwialnie, kręcić gałką.

To co robisz?

Patrzysz w niebo. Kontemplujesz. Czytasz. Taki wyjazd jest wyłącznie w części fotograficzny. Przy dużej części jest ontologiczny.

Bardzo ci tego zazdroszczę.

Ale w im problem? Pakujesz się i jedziesz. To proste. Budżetowo nie to wydatki dla milionerów. Myślę, że takowa eskapada fotograficzno-kontemplacyjna na samotnia w RPA to nakład pieniężny około 5 tysięcy zł za kilkanaście dni. Odrzucić liczę oczywiście sprzętu fotograficznego, ale jak wspomniałem teleskopy, są tam na rejonie.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe RPA, okolice, gdzie powstało zdjęcie "The creation of the cosmos"

Czy po naszym, jak „wywołałeś” to fotografia, powiedziałeś sobie, że to jest to, co chciałeś uzyskać?

Tak. Ale wówczas wynika z 15-letniego praktyki. Po takim czasie wędrówki z astrofotografią to i małpa się nauczy. Proszę, żebyś nie przyklejał tu żadnych określeń typu: dar. Obsesyjnie włożyłem w wówczas dużo czasu. Szczególnie wtedy, kiedy budowałem swoje obserwatorium pod Warszawą. To było tuż po tym, jak sprzedałem firmę jak i również miałem nadmiar wolnego periodu. Założyłem swoją społeczność astropolis. pl. To spowodowało, że moją pasję łatwiej stało się i jest podtrzymywać. Nie jesteś sam, masz jakiekolwiek obowiązki wobec społeczności, którą prowadzisz. Po takim okresie dokładnie wiesz, co potrzebujesz zrobić. Jedziesz po określone zdjęcie.

15 lat wydawania pieniędzy na własną pasję, poświęcanie czasu, energii i dopiero po tylu latach decydujesz się w komercjalizację tego, co kochasz. Dlaczego tak późno?

W pewnym momencie zdajesz osobiście sprawę, że jeśli potrzebujesz wyjść dalej z astrofotografią, musisz ją skomercjalizować. Wówczas jest paradoks. Dopóki czynisz te zdjęcia i pokazujesz na Facebooku, zbierasz lajki, nic się z tymże nie dzieje. Kiedy mówisz, że te zdjęcia są do kupienia, to wzbudzasz zainteresowanie. Ludzie mogą to powiesić u siebie na strychu. Mogą dotknąć. Zaczynają się zaproszenia na wystawy. Rozpoczyna się coś dziać. Twoja osoba zaprosiłeś mnie na rozmowa, ale przez ostatnie piętnasty lat jakoś nie było ku temu okazji, bo prawdopodobnie nie widziałeś jakiegokolwiek z tych zdjęć, nie wiedziałeś o naszym funkcjonowaniu. Komercjalizacja powoduje, że coś staje się widoczne. Zatem używam słowa paradoks. Mnóstwo ludzi myśli, że jeżeli ich działalność nie zostanie komercyjna, będzie miała większą wartość, większy potencjał. Absolutna bzdura.

Niektórzy założyciele startupów mówią, że w pierwszej kolejności pasja, z początku lepiej nie zaakceptować myśleć o monetyzacji.

Dlatego ten obraz startupów przy Polsce wygląda, jak prezentuje się. To jest fatalne podejrzenie. Ja też tak działałem, ale to nie jawi się być dobry kierunek. Bardzo często twierdzi się, że jeżeli zakładasz coś wyłącznie z motywów pasji, to być może utrzymasz się z tego biznesu, ale spektakularnego sukcesu odrzucić będzie. Dlatego, że masz bardzo spaczony punkt widzenia na to, co wykonujesz. Mówi o tym mnóstwo miliarderów, kiedy przychodzą do nich młodzi ludzie wraz z obsesją w oczach, informując, że mają pasję i pomysł na biznes. Zdobywają informację zwrotną, że spośród takim podejściem nic z tego nie będzie. Wiedzą, jak to się skończy. Oczywiście, jeżeli chcesz kierować biznes z pasji dzięki własne potrzeby, to prawdopodobnie to się uda. Jednak jeżeli myślisz o tworzeniu dochodowego biznesu liczonego po dziesiątkach milionów euro, to raczej trzeba wybrać odmienny kierunek. Jeżeli chodzi na temat biznes na astrofotografii, traktuję to jako czynnik dopełniający, a nie główną aktywność. Ale myślę, że od momentu kiedy komercjalizuję astrofotografię, kilka osób w moim środowisku już mnie docenia.

Dlaczego?

Wielu uważa, iż to jest temat naukowy, na pewno nie sztuka, poza tym robimy wówczas często do szuflady, nie zaakceptować pokazujemy tych zdjęć światu. To duży błąd. Wówczas oczywiście może mieć format artystyczny, ale dopiero wtedy, kiedy jest na papierze.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe The Great Eruption in the constellation of Carina, Adam Jesionkiewicz

Szczerze mówiąc, wówczas chowanie do szuflady wydaje się trochę egoistyczne. Dla partnera, kto wie, że glob nie kończy się w jednej Ziemi i kilku planetach, że wszechświat jest nie do ogarnięcia naszym własnym mózgiem, takie zdjęcia, z tak opisaną jego historią, kontekstem, to najlepsza edukacja.

Uczy dystansu do otoczenia i pokory.

To prawda. I kiedy słuchasz w telewizji bzdur, jakimi czasami zajmują się politycy, analizujesz, o co się kłócą, czego chcą, zaś później spoglądasz na tego typu zdjęcie…

Na pewno nabierasz dystansu i pokory. Kiedy działam rachunek sumienia, wiem, że ta pokora wynika naturalnie z pobudek astronomicznych, a nie wydaje się być wynikiem kontemplacji naszych ziemskich spraw. Patrząc na tego rodzaju zdjęcia, zdajesz sobie materię, że jesteś nieistotną elementem wszechświata, kropką.

Której w rzeczywistości nie widać w tym zdjęciu gołym okiem.

A wyjdź teraz nadal, poza to zdjęcie. Najdalszy obiekt, jaki tu widzisz, oddalony jest od naszą firmę o kilkadziesiąt tysięcy lat świetlnych. Nie jestem pewny, czy nawet taki tu jest. Jednak to cały czas jest twe bliskie sąsiedztwo, bo mówimy o naszej galaktyce a mianowicie Drodze Mlecznej. A w dalszym ciągu jest „Wielkie Nic” i dopiero kilka milionów czasów świetlnych, milionów(! ), posiadasz następną galaktykę, która wydaje się być znowu tym samym bogactwem. Przypominam, że galaktyk dysponujemy co najmniej setki milionów. W naszej galaktyce samych tylko gwiazd, tych białych kropek, które widzisz na zdjęciu, są tysiące miliardów. Nawet nie jest adekwatny tutaj określenie mind-blowing (z ang. kosmiczny, oszałamiający). Wówczas za mało.

Foto: Adam Jesionkiewicz / towary prasowe Andromeda Galaxy

Będę patrzył na to zdjęcie w każdej sytuacji, kiedy będę działaniem zestresowany. Człowiek nabiera dystansu.

A co ma stwierdzić ktoś, kto zrobił to zdjęcie, kiedy uzmysłowi samemu, że kilka milionów latek świetlnych temu wyruszyły wraz z takiej galaktyki fotony jak i również uderzyły w twoją matrycę, tutaj zakończyły życie? Zdajesz sobie sprawę, że dzisiaj rejestrujesz obraz, który powstał kilka milionów lat wstecz. Astrofotografia jest podróżą w czasie. Spójrz na ów obraz, który trzymasz w ręku. To jest portret, którego już nie posiada. Oddalony o 4 setki lat świetlnych. W tym miejscu już jest pewnie zupełnie trochę innego. I odwracając kondycję, jest podobnie. Jeżeli tam, gdzieś daleko, ktoś wydaje się, i fotografuje naszą planetę, zrobi jej zdjęcie szczegółowo sprzed 4 tysięcy lat. Fotony do tego zdjęcia wyruszyły tak dawno wstecz.

I jakiś Adam z Polski zabił hałasuje na swojej matrycy gdzieś w Południowej Afryce.

A wyobraź sobie, że rejestrujemy również obrazy oddalone o miliardy lat świetlnych od momentu Ziemi. Poza tym rok kalendarzowy świetlny to niewyobrażalnie duża jednostka odległości. Zobacz na sondę Voyager, którą wystrzelono z Ziemi kilkadziesiąt lat temu. Ona dopiero jakie możliwości minęła granicę naszego układu słonecznego, a przecież zahacza się z prędkością 62 tysięcy kilometrów na godzinę. Jeżeli dalej będzie faktycznie pędzić i w guzik nie przywali, to do najbliższej gwiazdy, w sensie technicznym blisko 4 lat świetlnych od momentu nas, dotrze za niecałe 100 tysięcy lat… do odwiedzenia najbliższej gwiazdeczki, sąsiadki.

Niesamowite jest też wówczas, że możesz fotografować tego typu obiekty i zjawiska.

Niesamowite jest to, że może to zrobić fotograf amator. Jeszcze 10 lat nim profesjonalnie byłoby trudno uczynić takie zdjęcie. Wystrzelenie teleskopu Hubble’a i zdjęcia, które to za sprawą tego zaczęto publikować, przysporzyło się to popularyzacji kosmosu. (red. Teleskop kosmiczny Hubble’a nazwany tak na dzień dobry amerykańskiego astronoma Edwina Hubble’a porusza się po orbicie okołoziemskiej, gdzie został wyniesiony 24 kwietnia 1990 r. przez prom kosmiczny Discovery).

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe Corona Australis, Adam Jesionkiewicz

7 godzin czekałeś, aż fotony dotrą na twoją matryce, a co się dzieje następnie?

Wchodzisz w ten trudniejszy etap, czyli przeprocesowanie, obróbka tego materiału, bo wówczas, co ci wpada na matrycę, to wyłącznie dane o energii tych fotonów. Sensor jest monochromatyczny. Zdjęcie jest zapisywane w postaci pliku graficznego FITS ((ang. flexible image transport system) – format pliku aplikowany najczęściej w astronomii metrów. in. przez NASA). Odrzucić ma to nic połączonego z takim plikiem zdjęcia, jak widzisz (np. JPG). Bliżej tego już wydaje się RAW, ale dzięki temu, hdy specjalne aplikacje otwierają zdjęcie zapisane w pliku RAW, ty tego nie zobaczysz. Gdybyś otworzył surowy RAW, to zobaczyłbyś biało-czarno mozaikę. Wywoływanie „robi” za ciebie aparat. W przypadku pliku FITS mamy do czynienia z jeszcze bardziej surowymi danymi, ciągiem zer i jedynek i trzeba to wywołać. Już nie faktycznie jak kiedyś, w ciemni, z użyciem mnóstwa chemikaliów, ale cyfrowo. I wówczas już wymaga sporej zdolności graficznej. Ale to robiłem przez połowę swojego istnienia, więc czuję się po tym, jak ryba w wodzie. Niestety narzędzia do wyciągania takich danych istnieją ekstremalnie prymitywne, trzeba ukończyć swoją drogę krzyżową, nim dostanie się to, co chce. Zabawa trwa poniekąd kilka dni. Wiele narzędzi pracuje wciąż na komendach, które trzeba wpisać, zaś nie na okienkowym platformie.

A jakie zdjęcie uważasz za swoje najbardziej znaczne osiągnięcie?

Pacman. Tak je nazwałem, ale tak także nazywa się ten obiekt. Co ważniejsze udało mnie się je zrobić we własnym obserwatorium pod Warszawą. Zastosowałem bardzo długą ogniskową, wyżej 3 metrów. Zwykle takowego sprzętu używa się gdzieś bardzo wysoko, np. w pustyni Atacama w Chile. Chodzi o stabilność atmosfery, która nie pozwala tobie rejestrować drobnych detali. Fotografując gwiazdy takim obiektywem, najczęściej trudno jest złapać ostrość.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe The Pacman Nebula, Adam Jesionkiewicz

Piękne! Aż trudno dać wiarę, że zrobione 30 metrów od Warszawy!

To jest Kasjopea. Trafiłem jesienią minionego roku na idealne wytyczne. Udało mi się sprawić zdjęcie przy świetnej stabilności atmosfery dającej szansę dzięki rejestrację detalu na poziomie 1 sekundy kątowej (1/3600 stopnia), co jest ewenementem w tej części otoczenia. Wynikało to z jesiennego wyżu, który zawisł morzem Polską na kilka tygodni. Normalnie nie mamy spośród tym styczność w tej części Europy. Wielu mogłoby kwestionować fakt, że to zdjęcie zrobiłem w Naszym kraju. Nie zawsze jednak trzeba używać tak ekstremalnie sporej skali. Wiele obiektów jest stosunkowo dużych, szczególnie dzięki południowej półkuli, chociaż w naszej części Europy także takie znajdziemy. Nie rozumiem, czy kojarzysz taką galaktykę w Andromedzie M31?

Hmm… gdzieś ją zobaczyłem ostatnio… niech pomyślę… żartuję! Nie mam pojęcia.

Patrząc kątowo, ona jest kilka razy większa od księżyca, ale niestety nasze niebo jest bardzo jasne, dlatego ona ginie. Na ekstra ciemnym niebie, a takie w naszym kraju można zobaczyć już chyba tylko w Bieszczadach, jest widoczna dosyć dobrze.

Aż tak przebywamy rozświetleni?

Cała Europa wydaje się być jasna, a gdyby spojrzeć na niebo nieskażone ziemskim światłem, można zobaczyć piękne kwestii. Samo centrum Drogi Mlecznej robi ogromne wrażenie jak i również to coś znacznie więcej aniżeli tylko na ludziach interesujących się astronomią. To jest prawdopodobnie coś, jakie możliwości mamy zapisane w genach.

Co takiego?

Widok nieba. Pamiętaj, że nieomal 2 miliony lat patrzyliśmy na czyste, piękne nieboskłon. Nie wiem, ile przy tej chwili osób w Ziemi takie widzi? Pewnie poniżej jednego procenta.

Dużo tracimy?

Według filozofów tak. Cała poezja i filozofia powstawała kiedyś wraz z patrzenia w niebo. Całkowita nauka tak powstała, religia, bóstwa. Z tym niebem to jest podobnie jakim sposobem z ogniskiem. Zobacz, ile przyjemności sprawia ci pospolite siedzenie przy ognisku. Pewnie dlatego, że przez wiele lat nasi przodkowie spędzali tak czas. Mamy wówczas po prostu w genach. Dlatego polecam każdemu wyglądać w niebo. Niestety powinno się pojechać gdzieś, gdzie wydaje się ono naprawdę ciemne. Pamiętam, kiedy 10 lat nim zaczynałem budować swoje małe obserwatorium pod Warszawą po okolicach Puszczy Kampinoskiej - wtedy to miało wciąż sens. Teraz zostało wraz z tego ciemnego nieba jakiekolwiek 30%. Ten brak prawdziwej ciemności wpływa nie tylko na ptaki i odmienne zwierzęta, ale również dzięki ludzi. Gorzej się śpi i wypoczywa. Organizm produkuje mniej melatoniny, a poprzez to sen jest słabszej jakości.

Po przy jednym spotkaniu kolejny wspomnieliśmy o twym obserwatorium. Przeciętnemu człowiekowi wiąże się to pewnie z jakimś ogromnym przedsięwzięciem. Jakim sposobem to wygląda?

Są więcej niż jeden rodzaje obserwatoriów. Pierwszy, w stylu Oxfordzkim, z otwieranym dachem, i na takie się zdecydowałem. A drugi wówczas obserwatorium z obracaną kopułą. Swoje budowałem własnymi rękoma, każdą deskę i gwóźdź wbijałem sam. Doszedłem do odwiedzenia momentu, kiedy obserwatorium działało całkowicie automatycznie, łącznie wraz z czujnikiem chmur. Kiedy nadciągały i zakrywały niebo, zamykał się również dach.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe Obserwatorium astronomiczne, Adam Jesionkiewicz

Ile czasu poświęciłeś na ten plan?

Kilka lat. Zacząłem przy 2008 roku, ale jakim sposobem to bywa przy takie przedsięwzięciach, cały czas trochę trzeba przy tym robić, inwestować.

Ile to wszystko kosztowało?

Nie wiem, czy jest ktokolwiek, który jest w stanie dokładnie odpowiedzieć na to wątpliwość. To jest ciągły proces. Cały czas coś handlujesz, coś sprzedajesz. Ale na pewno idzie to przy kilkaset tysięcy złotych. Szczęśliwie dzisiaj można to uczynić już zdecydowanie taniej.

Foto: Adam Jesionkiewicz / materiały prasowe Obserwatorium bardzo duże, Adam Jesionkiewicz

A jak wiele kosztuje pasja pod kategorią astrografia?

15 lat wstecz, kiedy zaczynałem, żeby czynić zdjęcia na tym szczeblu, sama matryca i sensor kosztowały 50-60 tysięcy zł. I to była dolna półka. Szczęśliwie to się zmieniło. Zestaw, który dawniej kosztował około 250 milionów złotych, dzisiaj możesz nabyć za mniej niż 1/10 tej ceny. Jesteś w stanie robić takie fotki sprzętem, który kosztuje tyle, co sprzęt dla zaawansowanego amatora fotografii tradycyjnej a mianowicie kilkanaście tysięcy złotych. Po społeczeństwach zamożnych, np. po USA, to naturalne, iż ktoś na emeryturze zaczyna wydawać spore pieniądze w spełnianie takich marzeń, pozyskuje sobie działkę, buduje domowe obserwatorium i patrzy po niebo.

Rozmawiamy na temat twojej pasji, a jakim jesteś człowiekiem z zawodu. Powiedz o samemu coś więcej.

Przez dużą część życia byłem grafem. Wywodzę się z matecznika polskiej reklamy, dzisiaj grupa DDB. Dosyć wcześnie, bo w ’98 roku założyłem pierwszy startup. Wtedy oczywiście nie nazywano młodych spółek w ten sposób, jednak znając definicję, można dzisiaj użyć takiego określenia. Wówczas była internetowa spółka, przy tamtych czasach jeśli odrzucić największa to na pewno w pierwszej trójce. Wówczas Onet funkcjonował jeszcze w charakterze katalog stron, a my mieliśmy jako pierwsi profesjonalne redakcje internetowe, w najważniejszym momencie zatrudnialiśmy około sto osób. Prowadziliśmy kilka serwisów internetowych internetowych, w tym futbol. pl, valhalla. pl (gry komputerowe) i PC. com. pl o komputerach. Każdy z tych projektów był numerem jeden w swojej kategorii. Świetnie to wszystko się rozwijało do 2001 r., kiedy uderzyła w Europę fala związana z bańką internetową. Zmiotło nas wszystkich. Ale popełniliśmy jeden fundamentalny błąd. Nie poczekaliśmy.

Wystarczyło lekko zwolnić tempo i nie rezygnować?

Oczywiście. Nie załamywać się i nie zaakceptować rozchodzić każdy w własna stronę. Ale pamiętam, że to był czas paniki, w którym mnóstwo mądrych ludzi słyszało się komentarze, że internet się skończy. „To, co mówiliście o tym internecie to spekulacja, zaraz to wszystko padnie” - mówiono.

Jakbym słyszał krytyków kryptowalut jak i również tokenów.

Z dzisiejszej perspektywy, kiedy przypomnisz sobie internet z lat 90., to zdasz sobie sprawę, że przecież był wówczas niczym. Pamiętam, bo byłem 1 z tych maniaków sieci, który biegał wokół, krzycząc: „Uwierzcie, to będzie istotne. Internet będzie ważny dla świata”. A kiedy obecnie przyszła bańka z amerykańskiej giełdy, to poprzez działania spekulantów zmyło 90% sektorze. Nie ukrywam, że my wtedy też straciliśmy wiarę. Jeżeli wszyscy ci mówili, że jesteś garbaty, wówczas zacząłeś się przyglądać przy lustrze i na końcu miesiąca stwierdzałeś, że faktycznie może trochę tak jest. Natomiast wystarczyło chwilę poczekać. Dziś prowadzę startup Ifinity. Budujemy rozwiązania między innymi gwoli niewidomych, umożliwiające lokalizowanie konsumenta na małej przestrzeni, także wewnątrz budynków, bez używania technologii GPS. Wykorzystujemy do tego tzw. beacony (ang. beacons) – miniaturowe urządzenia wykorzystujące technologię Bluetooth Low Energy do łączenia się wraz ze smartfonem. Dzisiaj jestem bardziej cierpliwy.

To jest paradoks…

Dlaczego?

Masz cierpliwość do siedzenia 8 godzinek na pustyni i patrzenia w niebo, a nie miałeś do tworzonych za pośrednictwem siebie biznesów.

Ale prawdopodobnie zauważasz taką tendencję pośród młodych startapowców, którzy rozgłaszają wszem i wobec, iż ich firma już zbytnio trzy lata będzie rekinem na rynku. Teraz rozumiem, że tam, gdzie posiadamy do czynienia z nowymi technikami, których nie ma jeszcze szeroko w rynku, na rozwój interesu do rozmiarów, o jakich myślisz, trzeba poczekać. Wówczas kwestia około 10 czasów.

Skończymy naszą gadaninę pytaniem o pasję. Które to jest twoje marzenie powiązane z astrofotografią?

Dobre pytanie… na pewno chciałbym zwrócić uwagę mediów, pokazać astrofotografię szerokiemu gronu ludzi. Zachęcić ich na astrography. com, edukować, ale również wyprzedawać swoje zdjęcia. Zresztą coś więcej niż swoje, bo to jest swojego rodzaju market place, do którego zapraszam także wybranych astrofotografów. Moim pragnieniem jest, aby ten wzór stał się swoistym centrum sztuki związanej z inspirującym kosmosem. Dzisiaj są to wydruki typu Fine-Art, czyli najlepszej możliwej jakości (tzw. archiwalnej, galeryjnej), ale w przyszłości będą też inne media. Żeby móc spełnić najwyższe oczekiwania jakościowe, musiałem zainwestować we własną drukarkę wielkoformatową. Na nieszczęście najlepsze materiały są niesłychanie drogie i mogą osiągać cenę nawet 100 złotych zbyt 1m kwadratowy, ale zbytnio to taka fotografian odrzucić wyblaknie, wytrzyma wieczność. 1 tusz kosztuje powyżej tysiąca złotych, a jest pierwotnego jedenaście, więc inwestycja wydaje się spora. Poza tym dysponuję też wiele pomysłów dzięki rozwój społeczność na Astropolis. pl i na naszym chciałbym się także skupić.

Powodzenia! Dziękuję zbytnio rozmowę.

Dziękuję.

Związane z